W mojej szafie brakowało prostej sukienki z jakimś wyrazistym wzorem. Kiedy zobaczyłam w jednym ze sklepów mocno wzorzysty mięsisty żakard dzianinowy w stylu – jak przypuszczam - etno, postanowiłam spełnić swoje marzenie o niej smile

Add a comment

W zbiorach moich prac brakowało koszuli, lecz miałam obawy, czy podołam uszyciu takiego projektu. Kiedy jednak zobaczyłam ten model koszuli z Burdy 8/2016 (103), a potem zobaczyłam, jak podobny model uszyła Uszyta, postanowiłam spróbować swoich sił smile

Add a comment

Od czasu uszycia sukienki w motyle, której góra okazała się – mówiąc delikatnie – lekko niedopasowana do mojej sylwetki, miałam ochotę stworzyć wykrój pod swój wymiar. Zbierałam się i zbierałam, aż wreszcie udało mi się znaleźć na to czas i oto jest – sukienka stworzona wprost na mnie wink

Add a comment

Czy ktoś z Was ogląda może serial „House of Cards”? Sukienka prezentowana w tym poście – zgodnie z sugestią Burdy, ale i moim odczuciem – inspirowana jest niezwykłym stylem bohaterki tego serialu - Claire Underwood wink

Add a comment

Przyznam się - preferuję workowate i luźne ubrania. Ale fason tej dopasowanej, ołówkowej spódnicy zachwycił mnie od pierwszego wejrzenia! Nie mogłam odmówić sobie jej uszycia smile

Add a comment

Nie macie wrażenia, że to lato było przedziwne? Czerwiec piękny i koniec sierpnia plus początek września – właściwie tylko wtedy obecna była ta pora roku smile W tych ostatnich, letnich jeszcze, słonecznych dniach, uszyłam sobie prostą, ale w całkiem wesołym kolorze bluzkę.

Add a comment

Wiecie, jakiej umiejętności brakowało dotychczas w moim repertuarze szycia? Tak jest, zgadliście! Wszywania rękawów smile Postanowiłam się poprawić i uszyć sobie tunikę z rękawkami.

Add a comment

Ponieważ skończyły mi się ostatnio tkaniny, a na nowe muszę troszkę poczekać, postanowiłam użyć maszyny do szycia do drobnej przeróbki spodni smile

Add a comment

Sukienkę na podszewce chciałam uszyć już dawno temu. Beż żadnych kompromisów i żadnego wykańczania lamówkami. Chciałam mieć po prostu sukienkę z prawdziwego zdarzenia – i chyba się to udało smile

Add a comment

Przemyślałam sprawę ostatnio uszytej koszulki i jednak stwierdziłam, że jest na 100% piżamowa! Zatem do uszytej góry brakowało mi już tylko spodenek smile

Add a comment

Postanowiłam zaryzykować i kupiłam dzianinę… Prawdziwą, szarą dzianinę, w dodatku z wąsem wink Postawiłam wszystko na jedną kartę – chciałam uszyć sobie zwykłą koszulkę i to w dodatku w oparciu o wykrój sporządzony samodzielnie na podstawie jednej z moich koszulek, którą kiedyś kupiłam i która do dziś należy do jednych z moich ulubionych. I jakoś tak zamiast koszulki wyszła chyba góra od piżamo-dresu… laughing

Add a comment

W ostatnim z moich wpisów z serii uwalniania tkanin chciałabym zaprezentować spódnicę z zalegającej w mojej szafce żorżety, którą kupiłam z myślą o stworzeniu apaszki wink

Add a comment

Jak to się stało, że przez te kilka miesięcy mojej przygody z szyciem nie miałam igielnika? Trudno mi to wytłumaczyć smile Do tej pory szpilki w trakcie szycia wrzucałam do pudełeczka, niekiedy celnie, niekiedy niestety nie… W związku z powyższym, mając jeszcze troszkę kolorowych resztek tkanin w zanadrzu, postanowiłam przygotować dla siebie najprawdziwszy igielnik smile

Add a comment

No i podkusiło mnie. Na fali czyszczenia szafki z resztek tkanin postanowiłam spróbować swoich sił w patchworku. Powiem Wam jednak jedno – nie jest to technika, do której miałabym cierpliwość!

Add a comment

Pamiętacie wzorzysty batyst, który wykorzystałam do ozdoby ostatnio uszytej koszulki? Zostało mi go jeszcze naprawdę całkiem sporo, a skoro zrezygnowałam na dobre z pierwotnego planu wykorzystania go na chustę, uznałam, że będzie doskonale nadawał się na letnią bluzkę.

Add a comment

Ahhh, muszę Wam zdradzić, że z tego projektu jestem zadowolona w szczególności! Nie dość, że wykorzystałam na uszycie tej koszulki stare, choć nigdy nie używanie, koszulki polo, to jeszcze okazało się, że materiałem jest dzianina, za którą bałam się zabrać, a której mimo odczuwanego strachu i presji udało mi się nie popsuć laughing

Add a comment

Kolejnymi materiałami, jakich zdecydowałam się „pozbyć" szyjąc z nich coś użytecznego, były kawałki bawegi użytej do nieudanej ceglastej narzutki oraz wzorzystej bawełny wykorzystanej przy szyciu jednych z poduszek, fartuszka i rękawicy kuchennej.

Add a comment

Ostatnio z przerażeniem odkryłam, że moja szafka, w której trzymam materiały, jest prawie pełna, a nie kupowałam ostatnio nowych tkanin! Zalegają w niej dwie sterty resztek tych materiałów, które zostały już użyte do moich poprzednich prac lub – co gorsza – takich tkanin, których nigdy nie użyłam, a nabyłam już bardzo dawno temu...

Add a comment

A dziś będzie na smutno… Bo upatrzona w „Annie” narzutka kompletnie mi nie wyszła ze względu na fatalny dobór materiału! Notatka ku przestrodze!

Add a comment

W mojej szafie zdecydowanie brakowało mocnego letniego akcentu, dlatego tylko gdy zobaczyłam piękny, kwiecisty jeans, od razu wiedziałam, że muszę go odpowiednio wykorzystać. Z reguły lepiej czuję się, gdy wzór jest na spódnicach niż bluzkach, sam rodzaj materiału też pasował do tego typu projektu, a mi już dawno temu wpadła w oko jedna spódnica z magazynu „Anna moda na szycie”. Dodatkowo chciałam podjąć letnie wyzwanie szyciowe Joulenki. Nie było zatem na co czekać!

Add a comment

Stało się – wzięłam się za szycie sukienki! Nie mogło być inaczej. Wyczekiwałam tego momentu długo, aż do czasu, gdy wypatrzyłam w magazynie „Anna – moda na szycie” odpowiednio prosty wykrój laughing
Zadecydowałam o uszyciu modelu sukienki nr 7 z numeru 01/2016, czyli prostego, lekko zwężanego – jak na mój gust – biurowego ;)

Add a comment

Pewnego dnia pomyślałam, że skoro kiedyś udało mi się uszyć spódnicę z koła, może warto byłoby spróbować również spódnicy z półkola? wink

Add a comment

Kupiłam uroczy materiał w serduszka (silki crepe z lycra) i postanowiłam wykorzystać go na luźną bluzkę o tym samym wykroju, co sprawdzona już bluzka w makaroniki

Add a comment

Wiecie jak to jest, kiedy zobaczy się kawałek materiału i musi się go mieć? Tak było właśnie z kolorowym i wzorzystym materiałem silky lycra (ten typ materiału został wykorzystany też przy okazji szycia bluzki w makaroniki). Spodobał mi się od „pierwszego wejrzenia” i wydał mi się doskonałym surowcem do stworzenia zwiewnej, krótkiej spódniczki na nadchodzące lato smile

Add a comment

Po bluzkach odkrywających ramiona uszytych z tego samego wykroju (granatowej i koralowej), postanowiłam uszyć coś z rękawkiem. Oczywiście bałam się cholernie wszywania takowego, dlatego też znalazłam szablon bluzki, w której rękaw stanowi po prostu część wykroju przodu i tyłu wink

Add a comment

Z uwagi na fakt, że po uszyciu koralowej spódnicy z koła, zostało mi jeszcze sporo koralowego materiału, postanowiłam wykorzystać go na bluzkę, której pierwszą próbę uszycia podjęłam z granatową bawełną w drobne kropeczki. Tym razem jednak - zamiast jak po grudzie - poszło jak po maśle!

Add a comment

Świadomość tego, że po uszyciu wielu bardziej lub mniej pożytecznych i/lub ładnych gadżetów oraz spódnic, niewątpliwie musiał nastać czas na stworzenie bluzki, spędzała mi sen z powiek… Wydawało mi się to bardzo trudne i odwlekałam ten proces tak długo, jak tylko mogłam. Ale przecież do odważnych świat należy i każdy, kto szyje, bluzkę stworzyć musi. I to jest właśnie historia mojej pierwszej uszytej bluzki wink

Add a comment

Pamiętacie moją kosmetyczkę w gwiazdki i spódnicę z kontrafałdami w marynarskie paski? Zostało mi troszkę każdej z tych tkanin, postanowiłam więc uszyć sobie z nich marynarską torbę smile

Add a comment

Kiedy dowiedziałam się o tym, że jedna z bliskich mi Osób spodziewa się dziecka – dziewczynki – postanowiłam nie poprzestać na gratulacjach, ale także wyczarować prostą ozdobę dla mającej się niebawem urodzić małej księżniczki smile

Add a comment

Dalszy ciąg przygotowywania spódnicy w kontrafałdy jest już raczej prosty smile Mamy już stosowne obliczenia, wiemy, ile materiału uciąć i co z czym zszyć, zostało nam zatem jedynie połączyć to wszystko w jedną całość!

Add a comment

Nawet nie wiem kiedy i nie wiem jak, ale moje szycie przerodziło się w na tyle dużą pasję, że namiętnie zaczęłam kupować tony materiałów. Niestety, moje małe doświadczenie powodowało, że kupowane kawałki nie były w pełni wykorzystywane, pozostałości były po prostu marnotrawione (jak np. zalegający materiał z mojej pierwszej spódnicy w kontrafałdy – mam niezagospodarowane jakieś 2,5 metra o szerokości 90 cm…). Planując szycie kolejnej spódnicy w kontrafałdy o długości do kolana  postanowiłam zakupić materiał „z głową” smile 

Add a comment

Miałam ochotę zacząć szyć kolejną rzecz, szczególnie, że ostatnio zaopatrzyłam się w sporo różnych materiałów, ale musiałam odłożyć je na później, bowiem nie mogłam patrzeć ani na odstające boczki w uszytej spódnicy ołówkowej ani na rozlazłe, ogromne, marszczące się podłożenie spódnicy z koła. Musiałam zatem dokonać w tych spódnicach niezbędnych poprawek smile

Add a comment

Właściwie od zawsze marzyłam o spódnicy z koła. W marzeniach kręciłam się dookoła, a spódnica wspaniale falowała wokół mnie. Ponieważ marzenia należy spełniać, postanowiłam uszyć sobie jedno z nich smile

Add a comment

Przyszedł taki wieczór, gdy pomyślałam, że już czas na uszycie czegoś z szablonu. Uznałam, że jestem na to jak najbardziej gotowa i postarałam się wyszukać taki, który byłby na tyle popularny, że jego szycie byłoby już opisane krok po kroku w Internecie. Szablonem tym okazała się spódnica ołówkowa z Papavero (spódnica „Dla Tereski”) smile

Add a comment

Tym razem postawiłam na prosty projekt uszycia kosmetyczki. W sklepie z tkaninami wyhaczyłam uroczą tkaninę w gwiazdki – białą w granatowe i granatową w białe – i postanowiłam ją wykorzystać do tego zadania smile

Add a comment

Kiedyś musiał przyjść czas na uczycie czegoś do ubrania i tym czymś postanowiłam uczynić spódnicę laughing Wiedziałam tylko, że jeszcze nie jestem gotowa na pracowanie z szablonem krawieckim, poszukałam zatem w Internecie takiej, którą można uszyć bez żadnego z nich. W grę wchodziła spódnica z koła lub z prostokąta z kontrafałdami. Ponieważ jedynym materiałem, jakiego mogłam użyć był materiał w pasy, wybrałam drugą opcję smile

Add a comment

Postanowiłam uszyć kolejne poszewki do poduszek, zamykanych zamkiem krytym, a posłużył mi do tego materiał, którego użyłam również do szycia fartuszka oraz rękawicy kuchennej smile

Add a comment

Przyszła kolej na następny gadżet do kuchni – tym razem na rękawicę kuchenną.

Add a comment

Po uszyciu świątecznych poduszek z zamkiem krytym, który to proces nie został zakończony efektem „wow”, powróciłam do idei uszycia fartuszka kuchennego. Oczywistym jest bowiem, że nie paraduję po kuchni w tym przymałym karłowatym pseudo fartuszku powstałym ze starego obrusa, którego od dekad nikt nie chciał kłaść na stół ;) Tu przypomnienie tego dzieła (obłędny fartuch).

Add a comment

Z pozostałego materiału świątecznego postanowiłam uszyć poszewki do poduszek na kanapę. Tym razem jednak postawiłam na trudniejsze zadanie aniżeli szycie „na zakładkę” i zadecydowałam o wszyciu zamka krytego. Poza tym chciałam, żeby poduszki miały dokoła 1-centrymetrową "wypustkę".

Add a comment

Z mojego świątecznego materiału postanowiłam uszyć serwetki (pierwsze materiałowe, jakie posiadam w domu!) i dwie ozdobne poszewki na poduszki na kanapę. Zaczęłam od „prościzny”, czyli serwetek. Swoim jednak zwyczajem, „prościznę” ową musiałam sobie utrudnić!

Add a comment

Zmagania z morzem materiału zakończyły się sukcesem! smile

Add a comment

Znacie to uczucie, kiedy wydaje wam się, że jesteście w jakiejś bezdennej matni, że gonicie swój własny ogon, że jesteście bohaterem tandetnego odcinka ukrytej kamery i robicie za mitycznego Syzyfa? Tak, to właśnie tak smakuje szycie kołdry. A nawet dwóch.

Add a comment

Po jaśku, przyszedł czas na poduszki.

Add a comment

Postanowiłam rozpocząć szycie od najmniejszej rzeczy, czyli jaśka smile

Add a comment

Tym razem postanowiłam postawić na projekt, który w mojej opinii po prostu nie mógł się nie udać, czyli komplet pościeli na wymiar smile 

Add a comment

Pierwszą rzeczą uszytą na nowej maszynie uczyniłam torbę na zakupy. Skorzystałam z takiej, którą już miałam, obejrzałam ją dokładnie, zastanowiłam się, jak to odtworzyć i znalazłam ostatni w szafie stary obrus, z którego mogłam to uszyć.

Add a comment

Po sromotnej klęsce związanej z uszyciem pseudo fartuszka, postanowiłam skupić się na tym, żeby jeszcze troszkę poćwiczyć ściegi. Zygzakowe. Pokombinować z ich szerokością i długością, zobaczyć, jak się nimi obrzuca brzegi. No i stało się – maszyna się zacięła.

Add a comment

Uszywszy szmatki do kurzu uznałam, że jestem gotowa na coś poważniejszego. Wydawało mi się, że jestem super przygotowana do każdego projektu (doprawdy nie wiem, skąd brała się u mnie ta dziecinna naiwność smile).
Postanowiłam zatem uszyć fartuszek do kuchni!

Add a comment

Moje pierwsze prace na maszynie polegały na stukaniu szwów w każdą możliwą stronę i próbowaniu posługiwania się zygzakiem. Kiedy stwierdziłam, że materiał jakoś idzie, postanowiłam dalej szlifować umiejętności, szyjąc ze starego prześcieradła szmatki (szmatek jak wiadomo nigdy dość smile).

Add a comment

Nikt nie powiedział, że będzie łatwo i nie było. Łucznik, który wygrzebałam u mamy pochodzi z lat 80 XX wieku, a zatem może i nie jest to najnowsza maszyna, ale z moich obserwacji wynika, że wiele osób szyje na o wiele starszych modelach i nie narzeka. W trakcie szukania różnego rodzaju porad w Internecie o początkach szycia, wiele osób radziło stawiać swe pierwsze kroki na takich maszynach i ja też swój pierwszy krok na takiej postawiłam smile A krok ten był … krzywy. Oczywiście.

Add a comment

Przede wszystkim serdecznie witam wszystkich, którym udało się w czeluściach i odmętach „internetów” dotrzeć na mój blog. Będzie to blog związany z krawiectwem, przerabianiem, obrabianiem, a raczej usiłowaniem szycia równo, dobrze i z sensem.

Add a comment

Znajdź mnie

Ostatnie komentarze

Szyję i bloguję