Świadomość tego, że po uszyciu wielu bardziej lub mniej pożytecznych i/lub ładnych gadżetów oraz spódnic, niewątpliwie musiał nastać czas na stworzenie bluzki, spędzała mi sen z powiek… Wydawało mi się to bardzo trudne i odwlekałam ten proces tak długo, jak tylko mogłam. Ale przecież do odważnych świat należy i każdy, kto szyje, bluzkę stworzyć musi. I to jest właśnie historia mojej pierwszej uszytej bluzki wink

Zależało mi na wyborze takiego fasonu, który będzie klasyczny i będzie pasował prawie do wszystkiego oraz takiego wykroju, który będzie możliwe najprostszy. Wiadomo! laughing Wybrałam wykrój z Burdy. Ucieszyłam się, że można go kupić na amerykańskiej wersji strony w formie pdf, a potem tylko wydrukować w domu i skleić. Nawet nie przyszło mi do głowy, że w pliku z wykrojem zabraknie instrukcji… Tak, z żalem zmuszona jestem stwierdzić, że do kupowanych w ten sposób wykrojów, nie otrzymuje się instrukcji, którą zwyczajowo można znaleźć w każdym papierowym numerze czasopisma. Niestety cry 

Udało mi się jednak – cudem, bo inaczej nazwać tego nie mogę – odnaleźć w przepastnym Internecie skan instrukcji dla wybranego przez mnie modelu smile Szycie oczywiście nie mogło jednak obyć się bez przygód!

Najpierw wycięłam wszystkie elementy wykroju oraz dwie lamówki na wykończenie pach.

Niestety – ponieważ doznałam w czasie obrysowywania jakiegoś zaćmienia – wykrój podłożenia szyi wycięłam zamiast ze złożenia materiału, po prostu ze złożonej tkaniny i wyszły cztery elementy zamiast dwóch (na przód i tył). Potem się poprawiłam. I jeszcze dodałam zapasy, bo w pierwotnej wersji, nie uwzględniłam ich. Tak jak mówiłam – uległam jakiemuś szaleństwu w czasie wykrawania tych małych kawałeczków laughing

Dwie części tyłu bluzki, złożyłam do siebie prawymi stronami i zszyłam na linii zapasu. Szew rozprasowałam.

Wzięłam się za przód – należało spiąć zaszewki i zszyć je po wyznaczonej linii. Trzeba było je zaprasować w dół – ja oczywiście zrobiłam to na opak - w drugą stronę wink Ale nic się nie stało.

Następnie złożyłam tył i przód bluzki prawymi stronami do siebie, spięłam na ramionach i zszyłam je.

Odszycie zszyłam w kółko.

I tu zaczęło się piekiełko! Gdy zaczęłam to kółko przypinać do podkroju szyi, nie zgadzało się! Poprawiałam to kilka razy prując i zszywając je ponownie, tak, by dopasować do bluzki. Nic z tego jednak nie wychodziło. Wpadłam zatem na pomysł, by osobno upiąć przód i tył tego kółka. I przeszyć.

Nawet nie wyobrażacie sobie, jaka byłam dumna z siebie, że wpadłam na taki genialny pomysł. Ja, zaledwie raczkująca w szyciu ubrań, wpadłam na tak niecny i sprytny plan. Geniusz! Do czasu, gdy po odwinięciu odszycia do środka bluzki ujrzałam efekt – nie chciało się ono „schować” w bluzce. I tak oto geniusz okazał się pajacem yell Odszycie wyłaziło, jakby zostało stworzone tylko po to, by wyłazić. W instrukcji napisano wyraźnie – odszycia nie stębnować. Ale w tej sytuacji nie widziałam innego wyjścia na ujarzmienie odszycia i schowanie go w środku, jak tylko przymocowanie go właśnie stębnowaniem. Efekt jednak był mierny i mizerny…

Odstawało dalej, tyle, że w środku i nie było mowy o tym, by bluzka dobrze się układała. Byłam już totalnie zdesperowana – w związku z czym, jak zwykle, niewiele myśląc… odcięłam odszycie do samego szwu z ostębnowania laughing Mało to poważne, wyjątkowo mało profesjonalne, ale… dekolt się ułożył!

Złożyłam bluzkę z powrotem prawymi stronami tyłu i przodu do siebie i zszyłam boczki.

Przygotowaną lamówkę spięłam do prawej strony bluzki do krawędzi pachy.

I przeszyłam w wyznaczonym rowku dookoła – na początku upinania lamówki zagięłam ja do środka, żeby po zakończeniu ładnie wyglądała, tj. żeby ukryć surowe końce.

Po wszyciu jej na prawą stronę bluzki, wywinęłam ją na stronę lewą (wychodzi naturalnie, bo była już odpowiednio zaprasowana) i ostębnowałam po prawej stronie (starałam się trzymać bardzo blisko łączenia lamówki z bluzką.

Następnie podłożyłam dół bluzki i zszyłam.

Bluzka była gotowa smile Jedynym widocznym mankamentem jest takie „zgurgulenie” materiału po prawej stronie przy samym dekolcie. Szczęśliwie mało widoczne! 

Znajdź mnie

Ostatnie komentarze

Szyję i bloguję