Po bluzkach odkrywających ramiona uszytych z tego samego wykroju (granatowej i koralowej), postanowiłam uszyć coś z rękawkiem. Oczywiście bałam się cholernie wszywania takowego, dlatego też znalazłam szablon bluzki, w której rękaw stanowi po prostu część wykroju przodu i tyłu wink

 

Wykrój pochodzi z czasopisma „Anna Moda na szycie” z numeru 1/2016 (wykrój nr 24). Swoją drogą ten magazyn to jest moje objawienie! Kompletnie nie rzuca się w oczy z uwagi na fatalną oprawę graficzną okładki, ale sam w sobie jest w mojej opinii boski laughing

Wszystkie wykroje są opatrzone instrukcjami (czyli tak jak w Burdzie), ale i również rysunkami większości kroków! Biorąc pod uwagę fakt, że instrukcje są często dla mnie niebyt zrozumiałe (nie tyle z uwagi na ich trudne sformułowanie, co raczej na moje barbarzyńskie nieobycie w tej sferze…), takie rysunkowe podpowiedzi są – słowo daję – na wagę złota.

Do tej luźnej bluzki wybrałam radosny i lekki materiał w tak zwane makaroniki wink W sam raz na wiosnę i lato. Materiał nazywa się silky lycra – w składzie wiskoza/poliester. Jest bardzo mięciutki, dość śliski, chłodny w dotyku, bardzo przez to wszystko przyjemny. Gniecie się troszkę, ale też nie za bardzo, czyli w sam raz! Jest minimalnie przezroczysty (choć w przypadku koloru granatowego, jaki wybrałam, nie widać tego). Ma się wrażenie, jak gdyby przepływał przez palce. Z takim materiałem do czynienia jeszcze nie miałam i obawiałam się, czy mu podołam, ale koniec końców szyło mi się go dobrze smile

Kiedy już uprałam materiał i wyprasowałam go, a wykrój przerysowałam z arkusza „Anny” na połączony taśmą klejącą papier śniadaniowy (tak, używam papieru śniadaniowego, gdyż nie mogę nigdzie w okolicy dostać pół pergaminu – gdy o niego pytam, sprzedawcy patrzą na mnie z politowaniem i niedowierzaniem, smutno kręcąc głowami, a pomysł zamawiania papieru przez Internet wydaje mi się tyleż daremny, co groteskowy, dlatego też używam papieru śniadaniowego….). Wykrój przeniosłam na materiał, odrysowałam i wycięłam potrzebne mi części, czyli przód bluzki, tył x 2 (do połączenia) oraz dwie pliski na wykończenie dekoltu (do połączenia w jedną lamówkę).

W instrukcji podano, by brzegi dekoltu na wszystkich częściach przeszyć ściegiem prostym, co miało zabezpieczyć go przed rozciąganiem. Niestety, dekolt mojej bluzki wskutek tej czynności lekko się pofalował – nie wiedząc, czy taki efekt miałam osiągnąć postanowiłam się jednak tym nie przejmować i procedować dalej smile

Następnie należało zszyć dwie tylne części ze sobą na linii szwu (zapasy w „Annie” są uwzględnione w wykrojach – czy to nie cudowne?!) i je rozprasować. W pierwotnej wersji trzeba było zostawić kilka centymetrów od góry nie zszytych, a wolne brzegi zapasów przystębnować – by na końcu stworzyć zapięcie z haftką – ale ja nie kupiłam haftki, więc pominęłam tę część i po prostu zszyłam tył na całej długości.

Szew rozprasowałam.

Kolejną czynnością było spięcie tyłu i przodu wykroju prawymi stronami do siebie i zszycie na ramionach. Oczywiście trzeba było też rozprasować szwy.

Przyszedł czas na wykończenie dekoltu lamówką. W tym celu należało ją najpierw stworzyć (albo użyć gotowej ze sklepu). Obydwa paski materiału wycięte ze skosu tkaniny złożyłam w sposób pokazany na zdjęciu poniżej i zszyłam po wyznaczonej linii wyrysowanej po przekątnej.

Po rozłożeniu materiału i ścięciu zapasów do minimum, długi pasek na lamówkę był już gotowy.

Wystarczyło go zatem zaprasować prawie „na pół”…

… by następnie do tak wyznaczonej prawie „na środku” linii zaprasować brzegi materiału. Nie składam lamówki idealnie na pół, bo wolę, by pod spodem (po lewej stronie bluzki) znajdowała się dłuższa część pliski – wtedy mam pewność, że przeszywając lamówkę po stronie prawej bluzki, nici uchwycą również jej wewnętrzną część. 

Spięłam lamówkę prawą stroną do prawej strony bluzki, dość gęsto.

I przeszyłam ją dookoła po linii zagięcia. Następnie zgodnie z instrukcją ścięłam naddatki (czyli zapasy) dekoltu bluzki do minimum i założyłam lamówkę na wewnętrzną stronę bluzki. Tak przygotowaną lamówkę przeszyłam z wierzchu trzymając się maksymalnie blisko jej krawędzi.

Kolejnym krokiem miało być przeszycie brzegów rękawów i tu naszła mnie gorzka refleksja – kompletnie zapomniałam o zabezpieczaniu surowych brzegów materiału ściegiem zygzakowym surprised A przeszycie rękawa miało polegać właśnie jedynie na tym, by jego naddatek zawinąć do wewnętrznej strony bluzki i go przestębnować. Nie było powiedziane, by podwinąć dwa razy, zrozumiałam zatem, że koniecznym będzie obrębienie brzegów rękawów, a przy okazji wszystkich zapomnianych krawędzi (zapasów powstałych po zszyciu tyłu, boków bluzki, podłożenia).

Po wykonaniu tej czynności, spięłam zapas rękawa do środka i przyszyłam go.

W tym momencie zastanowiłam się, czy nie lepiej byłoby jednak najpierw zszyć boki bluzki, dopiero później zaś wykańczać brzegi rękawów, ale instrukcja wyraźnie mówiła co innego…Tak wyglądała prawa strona bluzki po przyszyciu zapasu rękawa.

Następnie złożyłam boki bluzki i zszyłam.

I po rozprasowaniu szwów stwierdziłam, że fragment tuż pod pachą nie chciał się za bardzo rozprasować. W instrukcji polecono, by naciąć materiał na zaokrągleniach, ale nie zrobiłam tego. Nie wiem, chyba szkoda było mi tego obrzucającego szwu zygzakowego. I chyba się bałam!

Potem już tylko spięłam podłożenie bluzki i je przeszyłam.

Bluzkę wyprasowałam i była gotowa :)

Mimo dziwnie wykończonych pach, prezentuje się dostatecznie dobrze. Tyle, że chyba jest troszkę zbyt krótka, w mojej opinii warto ją nieco przedłużyć.

Znajdź mnie

Ostatnie komentarze

Szyję i bloguję