Znacie to uczucie, kiedy wydaje wam się, że jesteście w jakiejś bezdennej matni, że gonicie swój własny ogon, że jesteście bohaterem tandetnego odcinka ukrytej kamery i robicie za mitycznego Syzyfa? Tak, to właśnie tak smakuje szycie kołdry. A nawet dwóch.


No dobrze – powiecie – kołdra swój rozmiar ma i cóż, należało się spodziewać, że łatwo nie będzie. Ja byłam nawet na to przygotowana, ale uwierzcie mi, to morze materiału, jakie miałam wymierzyć i zeszyć dosłownie mnie zalało… (dobrze, że mam rozkładany stół, bo inaczej mogiła!).

Mierzenie materiału na kołdrę było koszmarem. Kiedy już wydawało mi się, że odmierzyłam równo wyznaczoną liczbę centymetrów od narysowanej krechy, okazywało się, że jednak nie. A to pół centymetra a dużo, a to jeden za mało. Istna matnia. 

Nie chciałabym Was zniechęcać, ale – lepiej wiedzieć i się nastawić – prace na takich połaciach materiału dla osób, które uczą się szyć i to od całkiem niedawna, to trudne zadanie. Pocieszające jest jednak to, że nie jest ono niemożliwe smile Nie wdając się w szczegóły, kiedy już uda Wam się wymierzyć materiał, praca idzie już dużo lepiej. W szyciu kołder używałam dokładnie tych samych schematów, co w szyciu jaśka i poduszek. Efekty pracy wkrótce smile

 

Znajdź mnie

Ostatnie komentarze

Szyję i bloguję