Z mojego świątecznego materiału postanowiłam uszyć serwetki (pierwsze materiałowe, jakie posiadam w domu!) i dwie ozdobne poszewki na poduszki na kanapę. Zaczęłam od „prościzny”, czyli serwetek. Swoim jednak zwyczajem, „prościznę” ową musiałam sobie utrudnić!


Potrzebowałam 12 serwetek, zatem wymierzyłam i wyrysowałam tyleż kwadratów o długości boku 34 cm każdy (serwetka ma 33 cm plus dodałam po 0,5 cm z każdej strony na zrobienie zakładki). Bardzo zależało mi na tym, by szerokość podwinięć była jak najwęższa. Możecie się już pewnie domyślić, jak bardzo sprawnie szło mi zaginanie materiału o takiej szerokości i jego zaprasowywanie… Gdybym miała to zrobić jeszcze raz, nie żałowałabym zrobić większej zakładki, i tak wyglądałaby estetycznie.
Niemniej tym, czego nauczyłam się tak naprawdę podczas robienia serwetek, było ładne wykańczanie różków! Tak, jest na to sposób i to naprawdę całkiem sprytny. Jak się okazuje, wystarczy uciąć róg w odpowiednim miejscu, na następnie zagiąć ucięty róg na linii stycznej do zaplanowanego rogu serwetki.

 

Potem wystarczy postępować jak zawsze z zakładkami i staje się cud – rożek staje się rzeczywistością (i nic nie wystaje tak jak to mało miejsce przy mojej pierwszej pracy z robieniem szmatek z prześcieradła – można porównać wrażenie estetyczne).

Moja technika szycia polegała na tym, że zaczynałam od jednego rogu, blokowałam szew i jechałam jak szalona dookoła, zawracając w każdym kolejnym rogu o 90º, pozostawiając igłę w materiale i dopiero wtedy przekręcając materiał.

Nasunęły mi się dwie refleksje:
1. Czy lepiej najpierw spinać wszystko szpilkami i potem zaprasowywać? Czy w ogóle nie i od razu kłaść materiał pod stopkę i jazda? Próbowałam tu wszystkich metod i niestety wszystkie z nich mają swoje minusy, żadna mi nie podpasowała do końca, są piekielnie czasochłonne. W kilku miejscach widać niedostatki w odpowiednim zaginaniu materiału. Czy jest jakiś złoty środek? Oto jest pytanie!
2. Szycie po prostej – czyli naprawdę najmniej inwazyjny i wymagający precyzji zabieg – wciąż sprawia mi niekiedy trudności. Potrafię przeszyć cały bok idealnie, po prostu równiusieńko, a drugi „zjeżdża” mi na lewo, na prawo, na lewo, na prawo. Frustrujące! Czy to kwestia ćwiczeń? Czy talentu? Oby jednak ćwiczeń, bo jeżeli talentu, to niestety jego mi brak… 

W każdym razie, na Wigilijnym stole prezentowały się dość godnie smile

 

Znajdź mnie

Ostatnie komentarze

Szyję i bloguję