Z pozostałego materiału świątecznego postanowiłam uszyć poszewki do poduszek na kanapę. Tym razem jednak postawiłam na trudniejsze zadanie aniżeli szycie „na zakładkę” i zadecydowałam o wszyciu zamka krytego. Poza tym chciałam, żeby poduszki miały dokoła 1-centrymetrową "wypustkę".


Potrzebowałam poszewki o rozmiarze 40 cm na 40 cm plus wypustka po 1cm z każdej strony. Wycięłam jeden kawałek materiału o rozmiarze 41,5 cm na 41,5 cm i drugi 41,5 cm na 45 cm (więcej ze względu na konieczność wszycia zamka). Później okazało się, że oczywiście źle to policzyłam (bo w głowie, a przecież miałam sobie wszystko rozrysowywać!). Powinno bowiem wyglądać to tak:

Żal mi było jednak marnować wycięty materiał na jakąś szmatkę, stało się zatem jasne, że muszę zrezygnować z planów związanych z 1-centymetrową ozdobną, wystającą zakładką. Tym samym z każdej strony materiału miałam 0,75 cm zapasu na zszycie :D
Przejrzałam nonszalancko i nieco pobieżnie kilka tutoriali dotyczących wszywania zamka krytego i wydawało mi się, że wszystko pójdzie gładko. Rozcięłam większą część materiału w miejscu, gdzie miał zostać wszyty suwak. Obrzuciłam rozcięte brzegi ściegiem owerlokowym. Na marginesie – kupiłam stopkę do ściegu owerlokowego i polecam, mi zdecydowanie pomaga smile Upięłam jedną połowę zamka do prawej strony materiału (prawa stroną):

Zaczęłam sobie radośnie szyć, nie siląc się nawet na odginanie ząbków zamka – efekt do przewidzenia dla bystrzaków – szew znalazł się zbyt daleko od ząbków i zamek kryty stał się bardzo odkrytym :P 

Sprułam wadliwy szew i się poprawiłam, szyjąc już naprawdę blisko ząbków – odginałam lekko ząbki. To samo uczyniłam na drugiej stronie materiału – swoją drogą miałam niezłą zagwostkę próbując sobie wyobrazić, jak mam to zrobić! Kiedy upięłam, zamek przypominał mi przy końcu karnawałowy faworek i jak się okazało, tak właśnie powinno być smile
Po obszyciu rozprasowałam, położyłam dwa wycięte kawałki materiału prawymi stronami do siebie.

Jak gołym okiem widać, materiał przy zamku zamienił się we wzburzone morze i toczył fale jedna za drugą surprised Prasowałam, naciągałam, ale na próżno. Ostatecznie w poczuciu porażki spięłam kawałki materiału, obszyłam na swoim zaledwie kilkumilimetrowym zapasie dookoła (zostawiając przy końcu szycia uchylony zameczek) i wywróciłam na prawą stronę – poszewka była gotowa.

O ile strona, która nie ma zamka prezentuje się w porządku, o tyle ta druga…

… w dolnej części wygląda wybitnie amatorsko. Po pierwsze, zamek jest zbyt blisko krawędzi. Po drugie, elementy przy zapięciu i końcu suwaka są po prostu nieestetycznie wykończone, jakieś niedoszyte mi wyszły!

Po prostu zamkowy falstart. Od razu rzuciłam się szukać porad dotyczących wszywania zamka krytego i znalazłam dwie, które powtarzały się najczęściej:

  • należy użyć flizeliny, która po przymocowaniu do materiału usztywnia go, co zapobiega falowaniu;
  • należy w pierwszej kolejności sfastrygować zamek na materiale, a dopiero potem go wszywać przy ząbkach
  • tudzież opcja numer jeden i dwa jednocześnie smile

Nie miałam flizeliny, a praca paliła mi się w rękach i stwierdziłam, że pewnie ta fastryga wystarczy. Wycięłam zatem kolejne kawałki materiału na poduszkę, obrzuciłam brzegi i sfastrygowałam zamek najdłuższym ściegiem (z jednej strony, potem to samo z drugiej).

I znów się zmarszczyło! Już widać było falę za falą, a przecież to była dopiero fastryga laughing Moje rozpacz nie miała końca. Wzięłam się jednak w garść i porozciągałam, ponaciągałam materiał – nawet się lekko wyprostował. Zaczęłam szyć przy samym zamku, pamiętając o odginaniu ząbków.

Wyszło gorzej, niż kiedykolwiek ktoś mógłby przypuszczać :D Po prostu jak patrzę na to wybrzuszenie pomiędzy jednym szwem a drugim, to śmiać mi się chce – na szczęście taką fastrygę można spruć, a poza tym i tak jej nie byłoby widać. Taka uwaga na pocieszenie (samej siebie chyba!).
Ogólnie wyszło lepiej w stosunku do pierwszej poszewki, ale to jednak wciąż nie było to.

P.S. Następne zamki kryte szyję z flizeliną!

Znajdź mnie

Ostatnie komentarze

Szyję i bloguję