Po uszyciu świątecznych poduszek z zamkiem krytym, który to proces nie został zakończony efektem „wow”, powróciłam do idei uszycia fartuszka kuchennego. Oczywistym jest bowiem, że nie paraduję po kuchni w tym przymałym karłowatym pseudo fartuszku powstałym ze starego obrusa, którego od dekad nikt nie chciał kłaść na stół ;) Tu przypomnienie tego dzieła (obłędny fartuch).


Tym razem poszłam po rozum do głowy i wzięłam na wzór egzemplarz fartuszka, który mam w domu.

Odrysowałam go na lewej stronie materiału i wycięłam z zapasem 1,5 cm z każdej strony. Pozaginałam zakładki, lecz utknęłam na dłuższą chwilę przy zaokrągleniach w górnej części fartuszka. W końcu jednak poszłam na żywioł, pozaginałam materiał tak jak zawsze i okazało się, że wszystko równo się układa 

Przed rozpoczęciem szycia przygotowałam również paski o szerokości 6 cm każdy. Następnie pozaginałam je z jednej i drugiej strony na szerokość około 1 cm, a potem już tylko złożyłam do siebie i zeszyłam.

Umieściłam paseczki w wybranych miejscach, zabezpieczyłam je i przesyłam najzwyklejszym ściegiem dookoła. I wreszcie mogę powiedzieć, że coś mi naprawdę wyszło 

P.S. W planach mam doszycie kieszeni, ale muszę zdobyć gładki, pomarańczowy materiał.

Znajdź mnie

Ostatnie komentarze

Szyję i bloguję