Postanowiłam uszyć kolejne poszewki do poduszek, zamykanych zamkiem krytym, a posłużył mi do tego materiał, którego użyłam również do szycia fartuszka oraz rękawicy kuchennej smile

 

Tym razem jednak byłam mądrzejsza i kupiłam flizelinę, tj. materiał nieco stabilizujący tkaninę właściwą i podkleiłam nią te części mojej tkaniny, do których miałam doszyć swój zamek. Upięłam go, ale nie zrobiłam żadnej fastrygi, tylko ostrożnie przyszyłam.

Następnie upięłam jego drugą część do drugiego kawałka materiału i znów przyszyłam.

Miałam pewne obawy, że znów wyjdą jakieś fale, bo tak jakoś to wyglądało, gdy materiał był spięty szpilkami z zamkiem, ale na szczęście tym razem wyszło to całkiem zgrabnie laughing

Trzeba było jeszcze tylko wykończyć koniec zamka, gdzie nie udało mi się dotrzeć z igłą. Zgięłam więc zamek w pół i wyciągnęłam jego ogon. Należało przeszyć tkaninę po linii wszycia zamka.

Ponieważ jednak okazało się, że po przeszyciu mojej fioletowej linii, zamek nieco wyłazi, bo jest dziura pomiędzy jej zakończeniem a zakończeniem ściegu doszywającego zamek do tkaniny, postanowiłam dodać jeszcze jeden szew tak, by stworzyć w miarę jednolitą linię na całej długości:

Następnie mając gotową część z zamkiem, ułożyłam ją na drugim kawałku materiału i obszyłam dookoła po wyrysowanej linii (pamiętając o otworzeniu zamku przed całkowitym zszyciem laughing).

Potem wystarczyło pościnać rogi, wywinąć poszwę na prawą stronę, rozprasować ją. Chciałam mieć 1-centymetrową zakładkę biegnącą dookoła poduszki, zaznaczyłam sobie zatem linię, po której musiałam przeszyć poduszkę i tak właśnie uczyniłam.

Ostatecznie wyszło zaskakująco zadowalająco z przodu laughing

I umiarkowanie zadowalająco z tyłu embarassed

Ogólnie zamek wyszedł mi dość estetycznie, a na tym najbardziej mi zależało wink

 

Znajdź mnie

Ostatnie komentarze

Szyję i bloguję