No i podkusiło mnie. Na fali czyszczenia szafki z resztek tkanin postanowiłam spróbować swoich sił w patchworku. Powiem Wam jednak jedno – nie jest to technika, do której miałabym cierpliwość!

 

Wiele razy widziałam powalające estetyką prace patchworkowo-quiltingowe. Uwielbiam na nie patrzeć i zawsze podziwiam twórców tych wyrobów. Po samodzielnej próbie wykonania czegoś tą techniką, podziwiam ich jeszcze bardziej! Jest to bardzo zajmująca praca, wymagająca ekstremalnej dokładności i precyzji, anielskiej cierpliwości, ale i również niezwykłego zmysłu estetycznego. Ja niestety nie mam co najmniej połowy z tych umiejętności i cech, wobec czego „dzieło”, które popełniłam wyszło jak wyszło wink

Może ja w ogóle powiem, co chciałam zrobić... Otóż bardzo chciałam mieć coś na miarę podkładki czy innej serwetki na stoliczek nocny do sypialni. Kwadrat. No właściwie dwa, bo Męża również chciałam tym uraczyć wink

Wycięłam więc 10 kwadracików o boku 7cm każdy z 5 rodzajów i/lub wzorów tkanin oraz przygotowałam materiały na przyszycie pod spód.

Do każdej podkładki potrzebowałam po 5 kwadracików każdego rodzaju. Ułożyłam sobie wzór, a potem cierpliwie zszywałam kwadraty w rządki, z namaszczeniem rozprasowywałam szwy, następnie łączyłam rządki ze sobą i znów rozprasowywałam szwy, aż wreszcie powstał upragniony kwadrat.

Potem naszła mnie refleksja na temat tego, co ja właściwie powinnam włożyć do środka? Postawiłam na jedyną dostępną "od ręki" opcję, jaką posiadałam w domu – była to owata użyta kiedyś do rękawicy kuchennej (której kupiłam metr, a na rękawicę zużyłam dosłownie kawalątek…).

Ułożyłam kolejno materiał spodni i owatę.

Na owatę nałożyłam mój, hmm, „patchwork” wink

Przepikowałam tak ułożone warstwy w poprzek. Krzywo laughing

Potem przyszedł czas na lamówkę. Zlustrowałam źródła internetowe mówiące o tym, jak należy obszyć nią rogi i wzięłam się do roboty.

Przyszłam ją prawie do końca brzegu.

Następnie wywinęłam lamówkę do boku.

I odwinęłam ją w drugą stronę, pozostawiając pod spodem taki jak gdyby trójkącik wink

Znów zaczęłam szyć prawie od brzegu i w ten sposób powstała taka fałdka.

Tak samo postąpiłam z kolejnymi różkami. Wywinęłam lamówkę na lewą stronę, uformowałam różki i spięłam spinaczami wink

Przeszyłam dookoła. "Dzieło" zostało ukończone...

Cóż mogę powiedzieć - efektu „wow” nie było. Ale jak mógł być efekt „wow”, skoro ja nie włożyłam w to ani trochę serca? Zbyt mało uwagi? Chęci? Ewidentnie, do patchworku mnie po prostu nie ciągnie undecided

Ostatecznie podkładka wyszła troszkę smutna i niedopracowana.

Nawet, jak jeden róg się udał…

…drugi wyszedł koślawo.

Podsumowując - temat patchworku na rok 2016 uważam za zakończony laughing

Znajdź mnie

Ostatnie komentarze

Szyję i bloguję