Uszywszy szmatki do kurzu uznałam, że jestem gotowa na coś poważniejszego. Wydawało mi się, że jestem super przygotowana do każdego projektu (doprawdy nie wiem, skąd brała się u mnie ta dziecinna naiwność smile).
Postanowiłam zatem uszyć fartuszek do kuchni!

Taki duży, zakładany na szyję. Przejrzałam kilka stron internetowych prezentujących techniki szycia fartuchów i stwierdziłam, że to bułka z masłem. Oczywiście nie wpadłam na pomysł, żeby skorzystać na wzór z fajnego fartucha, jaki posiadam w kuchni. Nic to, wpadłam w trans, wygrzebałam stary i nieużywany obrus wykonany z jakiegoś grubszego materiału i jęłam planować wykrój. Nie zastanawiałam się jednak zbyt długo, idąc na żywioł wyrysowałam na połowie materiału połówki dwóch trapezów. Dodałam po dwa centymetry na zakładki do podszycia i wycięłam. Już po tym stwierdziłam, że fartuch jest zbyt mały, ale pocieszałam się wmawiając sobie, że uratuję projekt estetyką wykonania.
Samo zszywanie zakładek szło mi nawet nieźle i to tylko dodało mi kurażu, lecz potem było już tylko gorzej. Nie pomyślałam, że należałoby przed przeszyciem zakładek przygotować ramiączko zakładane na szyję i wszyć zaszywając zakładkę, uzyskując tym samym ładny efekt, to samo dotyczy oczywiście troczków do związywania fartuszka. Samo uszycie tych pasków pozostawiało również wiele do życzenia i nie miało większego sensu – najpierw zaprasowałam je na pół, potem rozwinęłam i do powstałego na środku zagięcia zagięłam obydwie połówki i złożyłam tak powstałe skrzydełka razem. Tak złożony materiał zszyłam. Krzywo. Materiał też był wycięty krzywo. Wyszły dramatycznie. Sam sposób może nie był najgorszym z możliwych, ale to krzywe wycięcie materiału i mało umiejętne poprowadzenie szwu… No nie wyszło mi to. Doszyłam jednak te smętne paski do przymałego fartuszka. Efekt był zdecydowanie piorunujący laughing Zanim zerkniecie na zdjęcie tego wspaniałego projektu ostrzegam, że można stracić zęby zagryzając je ze zgryzoty w czasie kontemplacji jego brzydoty. Z uwagi jednak na to, że blog ten powstał właśnie po to, by pokazywać kolejne etapy nauki szycia na domowej maszynie, w tym również i te mało udane, z pokorą i zażenowaniem zamieszczam tę straszną fotografię.

Enjoy!

Znajdź mnie

Ostatnie komentarze

Szyję i bloguję