Kiedyś musiał przyjść czas na uczycie czegoś do ubrania i tym czymś postanowiłam uczynić spódnicę laughing Wiedziałam tylko, że jeszcze nie jestem gotowa na pracowanie z szablonem krawieckim, poszukałam zatem w Internecie takiej, którą można uszyć bez żadnego z nich. W grę wchodziła spódnica z koła lub z prostokąta z kontrafałdami. Ponieważ jedynym materiałem, jakiego mogłam użyć był materiał w pasy, wybrałam drugą opcję smile

 

Tutoriali na temat szycia spódnic z kontrafałdami w Internecie są setki, ja obejrzałam i wyczytałam sporo z nich i je troszkę skompilowałam na swoje potrzeby, a może raczej, umiejętności krawieckie wink 
W pierwszej kolejności dokonałam stosownych obliczeń – ustaliłam, że skoro moja talia ma obwód 69 cm, na moją spódnicę potrzebne będzie trzy razy tyle, tj. 207 cm plus kilkucentymetrowy zapas. Znając jednak siebie i wiedząc, że posiadam materiał o długości 250 cm, postanowiłam nie ciąć go, dopóki nie złożę kontrafałd. Zależało mi na tym, by kontrafałdy rozkładały się równomiernie po całej szerokości spódnicy i by były w miarę spore. Podzieliłam zatem swoją talię na 6 kontrafałd – każda z nich musiała mieć zatem 11,5 cm. Zaczęłam więc składać materiał w 11,5-centymetrowe kontrafałdy:

Kiedy już to uczyniłam, zmierzyłam je i wyszło mniej więcej te 69 cm. Przeszyłam złożony materiał prostym ściegiem tuż nad najwyżej położonym czarnym paskiem.

Następnie odcięłam materiał na pożądanej długości (przed kolanko) wycięłam pasek z pozostałego materiału. Złożyłam go na pół i przypięłam prawą stroną do prawej strony spódnicy:

Zszyłam go ze spódnicą ściegiem prostym wzdłuż wyrysowanej filetowej linii i wyszło tak:

Ten długi fabryczny brzeg materiału, jaki pozostał na lewej stronie obcięłam do takiej samej długości co brzeg przyszytego paska i zabezpieczyłam ściegiem owerlokowym:

Wyszło mi kilka baboli, jak wyżej, nie zauważyłam w czasie szycia, jak kontrafałda mi się podwinęła yell Dlaczego szyłam po prawej stronie materiału, wobec czego utrudniłam sobie szycie? Nie wiadomo wink Wyprułam nici z problematycznych miejsc, i zeszyłam ponownie, już poprawnie.
Następnie trzeba było wszyć zamek kryty, czyli pokonać harpię laughing No nie cierpię tego robić, nie wychodzi mi to gładko i nie mogę tego ścierpieć laughing Na domiar złego, zagapiłam się i przykleiłam flizelinę z na jednym z brzegów na prawej, zamiast na lewej stronie materiału, którą potem wyrywałam, sceny iście dantejskie! Ostatecznie zamek jakoś wszyłam, a nadmiar materiału uciachałam.

Potem tylko zszyłam tył materiału pod zamkiem:

I wreszcie wykończyłam dolny brzeg materiału zawijając raz i zszywając, potem drugim raz znów zszywając:

A cała spódnica prezentuje się tak:

Jestem zadowolona, bo udało mi się uszyć coś, co na mnie pasuje i nawet jakoś wygląda, ale…
1. Następnym razem inaczej wszyję pasek, tak, aby był z lewej i prawej strony materiału, żeby na lewej nie mieć tego kawałka obrzuconego materiału, to nie jest fajne, choć tego nie widać.
2. Zamek kryty wszył się o dziwo dobrze niestety z jednym wyjątkiem – na łączeniu paska ze spódnicą lekko go widać tongue-out Naciąga się materiał, jak opina talię i się jakoś rozłazi, czy co? Sprawdziłam, jest wszyty na całej długości maksymalnie przy ząbkach. No nie podoba mi się to!
3. Wykończenie spódnicy na dole mi troszkę się marszczy. Może jakoś ciągnęłam materiał? Trzeba nad tym popracować.
Ale ogólnie chyba wyjdę na ulicę w tej spódnicy, a co! laughing

Znajdź mnie

Ostatnie komentarze

Szyję i bloguję