Stało się – wzięłam się za szycie sukienki! Nie mogło być inaczej. Wyczekiwałam tego momentu długo, aż do czasu, gdy wypatrzyłam w magazynie „Anna – moda na szycie” odpowiednio prosty wykrój laughing
Zadecydowałam o uszyciu modelu sukienki nr 7 z numeru 01/2016, czyli prostego, lekko zwężanego – jak na mój gust – biurowego ;)

 

Po skopiowaniu z czasopisma potrzebnych mi części, naniosłam je na materiał i wycięłam. Jeden komplet elementów do plisy podkleiłam od razu zgodnie z instrukcją flizeliną.

Następnie wzięłam się za zszywanie zaszewek – dwóch o kształcie łezki na tylnych częściach sukienki i dwóch modelujących biust.

Zabezpieczyłam też linię podkroju szyi na wszystkich częściach ściegiem prostym, po to, by materiał nie rozciągał się niepotrzebnie.

W instrukcji należało wszyć zamek jednostronnie kryty, ale ja zrezygnowałam z tego pomysłu (bo wydał mi się nadmiernie trudny... przyznaję...) i wszyłam zamek kryty.

Po sprawdzeniu, czy zamek został wszyty poprawnie, zszyłam materiał pod nim, rozprasowałam go. Następnie złożyłam przód i tył prawymi stronami do siebie i zszyłam na ramionach.

Plisę przeznaczoną do wykończenia dekoltu (jedną z dwóch!), tę podklejoną flizeliną, zszyłam w całość.

I tu zaczął się mój mały koszmar, czyli wykańczanie dekoltu smile W instrukcji polecono, by spiąć plisę z brzegiem dekoltu, prawą stroną do prawej i zszyć. A potem miało nastąpić odszycie tejże plisy drugą plisą (czyli odszyciem). Ja się jednak tak bardzo zapędziłam i zakręciłam, że upinałam pliskę nie w tę stronę, co potrzeba…

I utknęłam, bo wiedziałam, że coś tu jest nie tak – nie było mowy, żeby jedno pasowało do drugiego! Na szczęście, na odsiecz popędzili Forumowicze i wyprowadzili mnie z matni wink Upięłam plisę do podkroju szyi już dobrą stroną i przyszyłam je po wyznaczonej linii.

Szyło się to dość ciężko. Choć naprawdę bardzo uważałam, by nie spowodować żadnych marszczeń, trafiło mi się jedno. Poprawiałam je chyba pięć razy, ale za każdym razem wyglądało tylko gorzej, postanowiłam zatem już je zostawić w spokoju i nie męczyć dalej materiału (i siebie!)… Skróciłam zapasy przy plisie i ponacinałam je. Zaprasowałam ją do góry. 

Do tak wszytej plisy dołożyłam prawą stroną odszycie (bez flizeliny) i zszyłam.

Skróciłam zapasy i ponacinałam je.

Zaprasowałam odszycie do góry i przestębnowałam je do pozostawionego, przyciętego zapasu.

Wywróciłam odszycie na lewą stronę i wykończyłam brzegi odszycia.

Odszycie spięłam do sukienki.

I przyszyłam wąsko przy dolnej krawędzi plisy.

Następnie zszyłam boki. Zanim jednak to uczyniłam, przymierzyłam sukienkę i zadecydowałam zszywać boki z zapasem 2,5 cm, zamiast 1,5cm jak w instrukcji, bo wydawało mi się, że sukienka inaczej wisiałaby na mnie całkiem smętnie ;)
Po zszyciu boków, obszyłam podkroje pach lamówkami.

I w ten sposób moja pierwsza sukienka stała się rzeczywistością! Z mankamentami, ale… jest!

Znajdź mnie

Ostatnie komentarze

Szyję i bloguję